Kolejny dzień, kolejne wrażenia.
Kilka rzeczy zmieniło się na lepsze napisał do nas Pan Adam z Zielonej Góry.

Po pierwsze rozdzielono przy kasach osoby wchodzące i wychodzące, więc zniknęło zamieszanie w związku z tym gdzie się ustawiać i którędy wychodzić. Po drugie włączono wreszcie zjeżdżalnię równoległą, więc oprócz kolejnej działającej atrakcji rodzice z mniejszymi lub bojącymi się samodzielnie zjeżdżać dziećmi mają wreszcie jakiś wybór. Po trzecie zniknęły wreszcie niezrozumiałe “doklejki” do tablic informacyjnych przy ruchach zjazdowych. To zaskakująco pozytywne.

Rzuciły mi się też w oczy jeszcze inne drobiazgi, które pozwoliłem sobie opisać.

Po pierwsze jeżeli obiekt ten ma długo sprawiać wrażenie nowego i przyjaznego, to niezbędne jest jak najszybsze wykonywanie napraw zepsutego sprzętu oraz szybkie reagowanie na pozornie takie drobiazgi jak brak mydła w dozownikach. Obiekt taki jak ten jest szczególnie narażony na “syndrom wybitej szyby”. Oznacza to iż każda nie działająca lub uszkodzona rzecz powoduje, że inni uczestnicy, którzy normalnie nie zachowują się jak wandale, zaczynają się zachowywać tak jakby nimi byli. Działa to też w odwrotną stronę. Postronne osoby częściej zareagują na wandalizm rzeczy sprawnych niż okażą obojętność.
Wiadomo, że nie każdy sprzęt można szybko naprawić i nie wszystko można w każdym momencie uzupełnić, ale najważniejsza jest sama informacja, że obsługa wie o problemie oraz że prosi samych ludzi o zgłaszanie na bieżąco nieprawidłowości. Jak można to zauważyć na przykładzie stacji paliw takie podejście bardzo dobrze działa. Zepsuta suszarka czy prysznic mające przywieszoną “informację o awarii i oczekiwaniu na naprawę” powoduje, że osoby nie wiedzące o tym nie będą próbowały korzystać z takiego urządzenia i w ten sposób nie będą zirytowane dodatkowo go niszczyć (nawet przypadkiem – przez bardziej energiczne próby użycia). Sprzęt oznaczony jako niesprawny ma o wiele lepszy “wizerunek” niż sprzęt niesprawny, o którym obsługa nie ma pojęcia. A tym samym wpływa to na wizerunek samego obiektu. Również dodanie na każdej bardziej eksponowanej ścianie informacji komu lub gdzie zgłaszać wszelkie awarie lub niesprawności nie tylko bardzo pomoże w utrzymaniu obiektu, ale będzie pozytywnie odbierane. Przecież wiadomo, że najlepszymi testerami są użytkownicy, a zaprzątnięcie ich do współpracy daje tylko pozytywne skutki.

Druga sprawa. Problem wcześniej opisanego przeze mnie błota, które powstaje gdy przy tych samych szafkach mieszają się osoby wchodzące na i wychodzące z basenu. Można go bardzo łatwo rozwiązać. Wystarczy aby system komputerowy przydzielał wchodzącym numery szafek, które nie będą pierwszymi wolnymi od najniższych numerów – jak robi to najprawdopodobniej obecnie, ale numerami które były używane najdawniej lub wcale. Miałoby to ten plus że osoby wchodzące nie mieszałyby się z osobami wchodzącymi, a podłoga byłaby albo mokra od wody z basenu i raczej czysta, albo brudna od butów, lecz jeszcze sucha. Najbardziej zanieczyszczone byłyby jedynie główne alejki, a nie miejsca przy szafkach. (Tego typu rozkład użycia stosowany jest np. w nowoczesnych pamięciach flash / dyskach twardych SSD i to się sprawdza.)
Miałoby to jeszcze jedną zaletę – wszystkie szafki zużywałyby się i brudziły równomiernie dzięki czemu zmniejszyłaby się szansa na syndrom wybitej szyby, który mógłby się pojawić gdyby obok zużytych i często używanych szafek widniałyby te prawie nigdy nie używane, czyli wyraźnie różniące się wyglądem.
Obecnie szafki z końcowymi numerami będą prawdopodobnie używane wyłącznie w rzadszych momentach szczytu gdy osiągnięty zostanie limit 600 osób równocześnie przebywających na basenie.

Kolejna sprawa – śliskie posadzki. Rzecz pozornie nie do uniknięcia. Jednak nie jest to prawdą. Istnieją i są szeroko stosowane chodniki PCV na głównych drogach przemieszczania się osób poza basenami. Najczęstszymi takimi drogami są przejścia od wylotów z rur do wejść na punkty startowe oraz przejścia między basenami – na przykład między brodzikiem dla dzieci, a basenem dla małych dzieci (które jakimś cudem znalazły się po zupełnie przeciwnych stronach sali basenów). Również typową alejką, która aż prosi się o chodniki jest wylot długich rur, wejście na zjeżdżalnię równoległą, aż do wejść na “cebulę” i “szarą” zjeżdżalnię dla dzieci. Można by to również i z tej strony przedłużyć chodnikami dalej, aż do brodzika dla dzieci, co dałoby kompletne i bezpieczne obejście całej sali basenowej.

Następna sprawa – bezpieczeństwo osób, które mogą uderzyć się w elementy konstrukcyjne rur i podestów. Elementy te są obecnie wymalowane w kolorze szarym i granatowym. W ten sposób nie zwracają na siebie żadnej uwagi. Powinny być one (przynajmniej ich końce) oznaczone jaskrawymi kolorami lub nawet farbami fluorescencyjnymi. Drugie proste zabezpieczenie, którego nie ma to zwykłe spuszczenie siatek z tworzywa sztucznego z elementów konstrukcji, tak aby nikt przypadkowo nie wszedł pod konstrukcję rur. A to mogłoby się skończyć uderzeniem w głowę, upadkiem i kolejnym uderzeniem głowy o posadzkę. I dotyczyłoby to nie tylko dorosłych, ale również dzieci, które mają nawet większe tendencje do biegania i równoczesnego oglądania się za siebie. W obecnym stanie o ciężki wypadek nietrudno. I nic tu nie pomoże armia ratowników zatrzymujących biegających (co jest kosztownym zabezpieczeniem). Ciężki wypadek w obecnej sytuacji to tylko kwestia czasu.
Tak więc podsumowując potrzebny byłby antypoślizgowy chodnik wokół głównej niecki (i balonu), siatki zabezpieczające przed wchodzeniem pod elementy konstrukcyjne i jaskrawe pomalowanie niebezpiecznych dla głowy dorosłych (i dzieci) elementów konstrukcji. Aż dziw, że nikt tego nie wykonał, skoro jest to tak tanie zabezpieczenie. Siatki nie muszą być przytwierdzone do podłogi. Wiszące swobodnie spełniają nadal swoją rolę prewencyjną, o czym można się przekonać w wielu parkach wodnych w Europie.